
Drugi start w Wiedniu: 61,33 km w średnim tempie 3:49 min/km i miejsce w pierwszej dwudziestce na świecie.
To był mój drugi bieg w stolicy Austrii. Rok wcześniej na tej samej trasie przebiegłem 53,76 km, co dało mi szóste miejsce w Wiedniu. Dzień przed startem pisałem, że mam apetyt, żeby ten wynik poprawić, i że sam jestem ciekaw, jak będzie. Organizacja biegu znów bardzo mi się podobała i wiem, że jeszcze nieraz tam wrócę.
Przed biegiem miałem w sobie dużo niepewności. Jeszcze tydzień przed startem czułem się rewelacyjnie, ale przy schodzeniu z obciążeń bardzo bolały mnie mięśnie i ten stan trzymał się aż do czwartku. Dopiero na rozgrzewce poczułem, że to jest mój dzień. Nogi były lekkie, a organizm głodny kilometrów.
Plan był z nazwy prosty: jak najdłużej utrzymać tempo 3:40–3:50 min/km i nie dać się ponieść emocjom. Czułem się jak zerwany ze smyczy, urywałem kilometr za kilometrem i nie czułem zmęczenia. W okolicach 25. kilometra, kiedy mijałem Prater, wiedziałem, że lada moment wybiegnę z miasta i tam naprawdę zacznie się mój bieg. Półmaraton minąłem w 1:18:01, a maraton, o ile dobrze pamiętam, w okolicach 2:37:40.
W drugiej części dystansu wiał bardzo mocny wiatr. Mimo obaw po minięciu maratonu czułem się rewelacyjnie, jak w transie. Była harmonia między ciałem a głową. Na 48. kilometrze pojawiło się ziarenko niepewności, bo zaczynała mnie łapać kolka, ale to było chwilowe. Nogi pracowały jak sprężyny, a ja pokonywałem kolejne metry w rytmie okrzyków „hop, hop” od mijanych ludzi.
Mijając 54. kilometr, wiedziałem już, że jestem dalej niż rok wcześniej. W oddali widziałem zawodnika zajmującego trzecią pozycję i goniłem go z uśmiechem na twarzy. Był moment, kiedy go wyprzedziłem, ale odparł atak. Gdy chciałem przyspieszyć, zaczęły mnie łapać skurcze i nie chciałem już ryzykować.
Kilometry 60. i 61. pokonałem w 3:52 i 3:49. Skończyłem na 61,33 km ze średnim tempem 3:49 min/km, a najwolniejszy kilometr na całej trasie wyszedł w 4:04. Drugi rok z rzędu byłem najszybszym Polakiem w Wiedniu i znalazłem się w pierwszej dwudziestce na świecie. Plan na ten dzień wykonałem w 110 procentach.
Biegliśmy za tych, którzy nie mogą, a ja od początku do końca świetnie się bawiłem. Do relacji z tego dnia dołączyłem cytat: „Bieganie dało mi odwagę, by zaczynać, determinację, aby wciąż próbować, i duszę dziecka, aby mieć z tego wszystkiego zabawę po drodze. Biegaj często i biegaj daleko, ale nigdy nie »zabiegaj« swojej radości z uprawiania tego sportu”.


